3. Jestem bardzo odpowiedni.
Obudziło mnie wibrowanie telefonu. Podskoczyłam
na fotelu, aż siedzący obok mnie Rodri drgnął. Spojrzał na mnie ze zmarszczonym
czołem.
-Laska – mruknął.
Chwyciłam telefon, który wściekle wibrował mi w
dłoniach. Wiadomości przychodziły jedna po drugiej. Wszystkie były od
wścibskiego Francuza.
Kylian: Co tam, Millie?
Kylian: Lecisz?
Kylian: Długo.
Kylian: Jesteś?
Kylian: Żyjesz?
Kylian: Szturchnij ode mnie któregoś szczura.
Kylian: Zwłaszcza tego najmniejszego.
Kylian: Szkoda, że od nas nikt nie pojechał.
Kylian: No w sumie Ty pojechałaś, ale to inna
kategoria.
Kylian: Tylko jak będziesz kogoś szturchać to
mocno, a nie jakbyś patykiem w gównie grzebała.
Kylian: Tylko nie szturchaj tego parszywca
Gaviego, bo jak ci odda to nie wiem czy ktoś go powstrzyma.
Kylian: Powinni mu dawać jakieś leki na agresję.
Kylian: Może dają?
Kylian: Spytaj trenera.
Kylian: Lubi Cię to Ci powie.
Kylian: Millie…
Kylian: Millie…
Kylian: Mam złe przeczucie.
Kylian: Oglądałaś „Oszukać przeznaczenie”?
Kylian: Oglądałaś ze mną.
Kylian: Czasami się zastanawiam czy jak ocaleję
z jakiejś katastrofy to ocaleje…
Kylian: Wolałbym zginąć na miejscu, wiesz?
Kylian: Ciach, ciach i po sprawie.
Kylian: Czemu mi nie odpisujesz?
Kylian: Klepie to już z 15 minut!
Kylian: Milita?
Kylian: Milittita?
Kylian: Milagros Sierra!
Kylian: Odpowiedź mi!
Kylian: Los Blancos do Los Blancos!
Kylian: Milititita!
-Kurwa! – Pedri wyrwał mi telefon z ręki.
Piszczał cały czas. Spojrzał na ekran, gdzie widniały same wiadomości od
Francuza. Nie dało się go z nikim pomylić, chociaż na czacie miałam ustawione
tylko jego imię. Zdjęcie go zdradzało. Na szczęście Pedri nie przeczytał tych
wypocin, bo pisał po francusku. Chciałam się nauczyć tego języka, więc
pisaliśmy tak. – Czego on chce? – spytał.
-Jest moim kolegą – wyrwałam mu telefon i
pokazałam język.
-Teraz jesteś z reprezentacją, nie z klubem –
syknął.
-Nie da się zapomnieć – zerknęłam na drzemiącego
Torresa. Serce mi drgnęło, a nie powinno!
-Muszę zmienić miejsce – szepnął Rodri wstając.
Chwilę później już go nie było między nami.
-On! – Pedri wskazał palcem mój telefon.
-On akceptuje, że się kumplujemy, w drugą stronę
też to powinno działać!
-On! – zacisnął pięści.
-Siadaj – powiedział cicho Ferran. Oboje
spojrzeliśmy na niego. Nie otworzył oczu, nie ruszył się nawet. Zaczęłam się
zastanawiać czy śpi. Pedri nie powiedział nawet słowa i wrócił na swoje
miejsce. Torres za to wstał, zajął miejsce Rodriego obok mnie. Włożył ręce w
kieszenie bluzy i znów zamknął oczy. – Wyłącz tylko dźwięk, bo chcę się
zdrzemnąć – mruknął. Pedri zmierzył mnie morderczym spojrzeniem, odpowiedziałam
tym samym. – Masz taki sam problem jak każdy z nas – szepnął. Nikt poza mną go
nie słyszał. – Musisz się odciąć od klubu, od tych niesnasek między nami. Teraz
jesteśmy jednym organizmem, a nie kilkoma. Jesteśmy tu dla reprezentacji.
-To nie jest łatwe – podciągnęłam kolana pod
brodę.
-Ale wykonalne. Na boisku mógłbym zabić Marcosa,
bo gra w Atletico, ale teraz idziemy razem po to samo. W tym tkwi nasza siła,
na czas zgrupowania o tym zapominamy. Gdybyś została jak prosiłem, nie byłoby
problemu.
-Byłby – zapatrzyłam się w widok za oknem. –
Tamta ja może i nie byłaby teraz pracownikiem Realu, ale trawiłaby mnie
gorączka niespełnionego marzenia, które było na wyciągnięcie ręki. To samo byś
miał, gdybyś nie podpisał umowy z Barceloną – spojrzałam na niego. Wpatrywał
się we mnie swoimi piwnymi oczami. Na moment zabrakło mi tchu.
-To nie to samo – wyszeptał tak cicho, że
bardziej wyczytałam słowa z ruchu jego warg niż je usłyszałam.
-Co? – zdziwiłam się.
-Odpisz mu – uśmiechnął się i znowu zamknął oczy.
Mój telefon ciągle wibrował. Tylko teraz bez dźwięku.
Kylian: Żyjesz?
Kylian: Nie widzę, żeby samolot z hiszpańską
reprezentacją się rozbił.
Kylian: Któryś szczur coś Ci zrobił?!
Kylian: Napisz który!
Kylian: Milita, martwię się.
Kylian: Rzadko się martwię.
Kylian: Jak mi zaraz nie odpiszesz to napiszę do
któregoś.
Kylian: Masz tylko chwilę.
Kylian: Jestem niecierpliwy!
Ferran wyjął telefon z kieszeni dresów i jednym
okiem zerknął na wyświetlacz. Pokazał mi ekran. Kylian Mbappe napisał do niego
wiadomość na Instagramie.
-Cholera – szepnęłam. Przesunął palcem do góry i
kliknął w ikonkę aplikacji. Wszedł w wiadomości i przeczytaliśmy razem co
nasmarował tamten wariat.
k.mbappe: Hej, czy widzisz, gdzieś Milagros
Sierrę? Próbuję sprawdzić czy żyje, ale obawiam się, że padła trupem, tylko nie
wiem na kim mam szukać zemsty, na FCB czy Atleti. Daj znać.
-Co za młot – jęknęłam.
-Powinienem być zazdrosny? – uśmiechnął się
kącikiem ust. Błyskawicznie włączył aparat i zrobił nam zdjęcie. Wysłał w
odpowiedzi do Francuza.
-Fer… - jęknęłam.
-Odpisz mu w końcu! – zdenerwował się Pedri.
Ferran uśmiechnął się pod nosem.
Millie: Żyje! Czemu piszesz do Torresa!? Może
spałam? Srałam albo nie wiem? Postanowiłam się rzucić z samolotu?!
Kylian: Patrz, wystarczyło napisać do
odpowiedniej osoby i jesteś!
-Jestem bardzo odpowiedni – powiedział Ferran
czytając wiadomość.
-Znasz francuski? – zdziwiłam się szczerze.
Uśmiechnął się tylko niewinnie.
Millie: Debilu!
Kylian: Wystarczy, mój panie i najwspanialszy
Kylianie!
Kylian: Czemu siedzisz obok Torresa?
-Powiedz mu, że mnie lubisz bardziej od niego –
podpowiedział.
-Przestaniesz?! – syknęłam.
Millie: Bo przez ciebie się obudził i musiał
mnie rozdzielać z Pedrim.
Kylian: Czyli zaatakował cię ten mały szczur.
Millie: Nie nazywaj go tak!
Kylian: No jest najmniejszy!
Millie: To mój przyjaciel!
Kylian: Ja też nim jestem. Jestem bardziej, bo
jestem Los Blancos!
Ferran prychnął cicho.
-Torres! – uderzyłam go w ramię.
Millie: Fer wszystko czyta i rozumie.
Kylian: Szacun, Torres!
-Powiedz, że zbijam z nim żółwika – zaśmiał się.
Skrzywiłam się tylko.
Kylian: Załatwiłem dla ciebie bilety na mecz.
-Powiedz mu, że jedyny mecz na jaki pójdziesz
beze mnie podczas tego turnieju to ich z nami, powalimy ich na kolana –
uśmiechnął się zadowolony.
Millie: Załatw też dla Torresa.
-Nigdzie z nim nie pójdę! – oburzył się.
-Pójdziesz ze mną – chwyciłam go za dłoń. –
Kylian będzie naszym dodatkiem.
-Zapraszasz mnie na randkę na mecz francuskiej
reprezentacji? – spytał z niedowierzaniem.
-O ile trener cię wypuści – zwątpiłam w to co
przed chwilą powiedziałam.
-Zgoda – wyszczerzył zęby.
-Nigdzie was nie puści – powiedziała siedząca
kawałek dalej chmura gradowa o imieniu Pedri.
-Gdzie? – nad fotelem Ferrana zawisł Gavi.
Spojrzał na nasze splecione dłonie. Szybko zabrałam swoją i chwyciłam dwiema
telefon.
-Lepiej, żebyś nie wiedział – mruknął Kanaryjczyk.
Lubiłam Gaviego, był zabawny i śmieszny, ale był też zapalonym Culesem. Miał
też problem z agresją, odpalał się w ułamku sekundy i startował z łapami.
Starałam się wyprzeć z głowy to jak bardzo bolało mnie, że na co dzień staliśmy
po dwóch stronach barykady.
-Czemu? – usiadł na miejscu po Torresie.
-Masz rację – szepnęłam Ferranowi do ucha
chwytając go za ramię. Szybko odwrócił do mnie głowę.
-O, to jakaś nowość – uśmiechnął się. Byliśmy
bardzo blisko siebie. Za blisko, znowu. Dzieliły nas centymetry, a mnie serce
zaczęło walić jak szalone.
-Eee… - próbowałam sklecić myśl, która mi
uleciała w zetknięciu z piwnymi oczami. Wyciągnął dłoń i założył mi za ucho
pasmo włosów. Wciągnęłam gwałtownie powietrze.
-Jesteś piękna, gdy się tak czerwienisz –
szepnął.
-A poza tym nie jestem? – odzyskałam nieco
animuszu.
-Jesteś – czule pogłaskał mnie po policzku.
Zapomniałam jak się oddycha. Dobrze, że serce jeszcze biło, chociaż biło to niedopowiedzenie, ono galopowało!
-Trenerze! – zawył Gavi za plecami Ferrana.
Odsunęłam się szybko i pochyliłam nad telefonem.
-To z czym mam rację? – spytał po chwili. Trener
szedł w naszą stronę, ale zatrzymał się przy kimś z przodu.
-Że muszę zostawić podział na kluby – zerknęłam na
Gaviego, który opowiadał coś Pedriemu.
-Dla nas to też nie jest proste, ale uczymy się
tego od pieszego powołania. Ty jesteś drugi raz na turnieju. Euro poszło, teraz
też dasz radę.
-Wtedy było łatwiej jakoś łatwiej.
-Skup się na mnie, też będzie łatwo – puścił mi
oczko. Wywróciłam oczami i się uśmiechnęłam. Robił ze mną coś, czego nikt nie robił. Uśmiechałam się tak po prostu, bawiły mnie te jego czasami żałosne żarty i czułam się przy nim tak swobodnie jak przy nikim. To źle, oj bardzo źle.
Komentarze
Prześlij komentarz