6. Bądź miły, a nie sobą!
Kolejne dni były wypełnione treningami, śmiechem
i moją ciężką pracą. Naprawdę skupiłam się na pracy. Postanowiłam, że nie będę
nic przemyślać, analizować. Moja historia z Ferranem jest długa i burzliwa.
Wypełniona innymi, rozczarowaniami i złamanymi sercami. Nie raz.
Siedziałam na ławce i patrzyłam jak chłopaki
trenują.
Byłam w tym samym punkcie 2 lata temu. Z
Ferranem oczywiście. Tylko nie w Stanach Zjednoczonych a Niemczech. Nasza
relacja jest spokojna tylko wtedy, gdy jest na odległość.
Kylian: Gadałem z Judem.
-O nie – szepnęłam patrząc na telefon.
Kylian: Co się dzieje?
Kylian: Czy ja naprawdę mam tam wpaść?
Kylian: Mogę.
Kylian: Wkurwiasz mnie.
Kylian: A nie wiem czy Torres nie bardziej.
Kylian: Czy wydarzyło się coś o czym chcesz mi
powiedzieć?
Kylian: Kurwa, widzę, że to czytasz!
Millie: Wolałam jak nie gadaliście.
Kylian: Nasze zawodowe sprawy to jedno, a Ty to
co innego.
Millie: Mam brata, nie musicie mi robić za
ochroniarzy.
Kylian: On jest dzieciakiem, ile ma? 13 lat?
Millie: Wyrośnie na wielkiego faceta!
Kylian: Twój stary ma jakieś 170 cm, może
wyjdzie trochę ponad to.
Millie: Milcz!
Westchnęłam. O tym kto jest moim ojcem wiedziało
sporo osób w Realu. Ukrywanie tego przed światem szło mi wyśmienicie, jednak
obawiałam się, że to się niebawem wyda. Byłam więcej niż pewna, że Ferran
będzie wściekły. Kylian był, a też dowiedział się przypadkiem. W sumie tylko
Pedriemu i Judowi powiedziałam sama.
Kylian: Co się wydarzyło?
Millie: Nic się nie wydarzyło. Absolutnie nic.
Kylian: To w czym problem?
Millie: Nie wiem…
Kylian: Przestań jeździć na repki jak to taki
problem.
Millie: To ze mną jest problem.
Kylian: Nieustannie. A teraz jaki?
Millie: Przyjeżdżam tu, bo jest tu Pedri. To mój
koronny argument, a tak naprawdę upewniam się, że Ferran też będzie. A potem
kończy się turniej, każde z nas wraca do swojego miasta i… Nie chcę się
angażować w związek na odległość.
Kylian: Kilka całusów i macanek to nie związek.
Millie: Nie dopuszczam do tego, żeby to się
rozwinęło. Z Euro wyjechałam wcześniej.
Kylian: I chwała, bo pojechałaś wcześniej na
zgrupowanie Realu, a tam czekałem ja! Chociaż jakbyś została to poznalibyśmy
się na meczu.
Millie: Może bym Cię wtedy nie polubiła?
Kylian: Mnie nie da się nie lubić.
-Da – usłyszałam za sobą. Krzyknęłam głośno,
telefon wyskoczył mi z rąk a sama aż podskoczyłam.
-Ferran! – zapiszczałam. Jak dużo przeczytał?
JAK DUŻO?! Wszystko było za dużo. – Długo podglądasz? – podniosłam telefon z
trawy.
-Sorry, chciałem cię tylko przestraszyć, ale
zerknąłem. Dwa ostatnie zdania. Dalej było ciekawiej? – podejrzliwość pojawiła
się w jego piwnych oczach.
-Było – przyznałam.
-Co tak właściwie jest między tobą a Mbappe? –
założył ręce na piersi. Stał przede mną w niebieskiej koszulce bez rękawków,
spodenkach wciśniętych pod bokserki i bez butów. Był spocony, wyraźnie zmęczony
a z mokrych włosów kapała mu woda.
-Kumplujemy się – włożyłam ręce do kieszeni
takich samych spodenek jak jego, tylko o mniejszym rozmiarze. Koszulkę też
miałam reprezentacyjną tylko z rękawami. Wysmarowana byłam też kilkoma warstwami
kremu z filtrem, a na głowie miałam czapkę z daszkiem.
-Blisko – mruknął.
-Blisko – zgodziłam się.
-Jak blisko? – zrobił krok w moją stronę.
-To inna bliskość – szepnęłam, gdy zrobił
kolejny. Stał przede mną nawet nie na wyciągnięcie rąk, raczej na oddech.
Patrzył na mnie z góry, piwne oczy lustrowały mnie uważnie. Zrobiło mi się gorąco.
-Inna? – przekrzywił głowę.
-Lubię go, ufam mu, ale w naszej relacji nie ma
pociągu fizycznego – odparłam. – Czemu ja ci się tłumaczę? – przeszłam na
agresywny ton.
-Działa mi na nerwy – odgarnął włosy do tyłu.
-Czemu?
-Bo jest za blisko ciebie.
Otworzyłam usta w zdumieniu.
-Ferran, pogramy potem na konsolce?! – krzyknął
któryś z chłopaków. Torres uniósł kciuk do góry.
-Mieszkam z nim – szepnęłam. Szatyn zamarł.
Zastygł jak posąg. – Kupiłam mieszkanie, ale czekam na odbiór. A potem ekipę
remontową. Chciałam ciąć koszty i wyprowadziłam się z wynajmowanego mieszkania.
Miałam wrócić do ojca, ale Kylian zaproponował mi pokój na te kilka tygodni.
Zwłaszcza, że te kilka tygodni to Mundial.
-Okej – warknął, odwrócił się na pięcie i
odszedł.
-Fer! – krzyknęłam za nim, ale się nie
zatrzymał. – Cholera – usiadłam na ławce.
Milagros: Powiedziałam Ferranowi, że mieszkam z
Kylianem.
Pedri: Ty normalna jesteś?
Milagros: Mówiłam Ci, że to był głupi pomysł, żeby
tu przyjeżdżać!
Pedri: Mówiłem Ci, że dobry, tylko Wy jesteście
debilami!
Milagros: Wiem, że miałam nigdy nie pytać, ale
błagam Cię, czy on kogoś ma?
Pedri: Nie powiem Ci.
Milagros: Pedrito!
Pedri: Jestem między młotem a kowadłem.
Obiecaliście mi, że nie będę!
Milagros: Obiecaliśmy?
Pedri: Na każdym z Was wymusiłem taką obietnicę.
Przyjaźnię się z każdym z Was, ale nie chcę donosić na żadne. Zrozum mnie.
Milagros: Rozumiem, ale jest źle.
Pedri: To po co mu mówiłaś?!
Milagros: Bo mnie zapytał co mnie łączy z
Kylianem.
Pedri: A co Cię łączy?
Milagros: Kumplujemy się.
Pedri: I tyle by wystarczyło.
Milagros: On jest o mnie zazdrosny.
Dostałam nagłego olśnienia.
Pedri: Nobel dla Ciebie, Villa.
Zgrzytnęłam zębami.
Przez cały wieczór próbowałam zakręcić się
gdzieś przy Ferranie, ale ciągle był z kolegami. Udawał, że mnie nie widzi.
Pisałam do niego, ale nie odpisywał.
-Daj spokój – Pedri usiadł obok mnie na kanapie
w salonie. Przed telewizorem chłopaki grali na konsoli.
-Myślałam, że może o to zwalczę. W końcu –
szepnęłam.
-W waszym przypadku to nie macie zgrania –
westchnął. – Gdy on chce, ty nie. Gdy ty, on nie.
-Czyli się z kimś spotyka – pokiwałam głową.
-Powiedziałaś mu, że mieszkasz z facetem! Jednym
z najlepszych piłkarzy na świecie! Do tego takim, którego nie cierpi!
-Czy gdybym powiedziała, że mieszkam z
Belinhgamem coś by zmieniło? – skrzywiłam się. On też.
-A on nie mieszka z matką?
-Mieszka – oparłam głowę na jego ramieniu. –
Pedrito…
-Ręce mi do was opadają. Nie wierzę, że to
mówię, ale chyba się zgodzę z Mbappe. Prześpijcie się ze sobą, może to jakoś
ogarnie wasze nagrzanie się na siebie. Rozejdziecie się w swoje strony, kurz
opadnie.
-Nie uprawiam przygodnego seksu – szepnęłam.
-A może powinnaś zrobić wyjątek.
-Nie, to nic nie da. Mi nie da. Będzie tylko
gorzej.
-Czemu? – objął mnie ramieniem.
-Oddałabym za niego Real, Pedri – szepnęłam.
Znieruchomiał, a po chwili odsunął się na tyle, żeby spojrzeć mi w oczy.
-Co ty gadasz? – był wyraźnie wstrząśnięty.
-Trochę mi to zajęło, ale doszłam do tego po
jesiennym El Clasico. Kylian wyrzucił mnie na trybuny, żebym sobie przemyślała
całowanie się z Culesem. A na kolejnym El Clasico zrobiłam to samo. Tylko wtedy
Kyliana nie było i nie widział.
-Wrócisz do Barcelony?
-Rozważam to, ale nikomu nie mów. Jeżeli nic nie
wyjdzie, to nie mam po co.
-Kupiłaś mieszkanie w Madrycie!
-Ojciec mi kupił, ja zapłaciłam ułamek i za
swoje robię remont. Poza tym to zawsze można wynająć.
-Spotyka się z Martiną Hunter – wypalił. – Nie
wiem na ile to poważne, ale ona się wybiera na Mundial.
-Dzięki – westchnęłam.
-Fajnie byłoby cię mieć na miejscu – cmoknął
mnie we włosy. Ferran się odwrócił od telewizora i spojrzał na nas. Pedri mnie
obejmował, trzymając brodę na mojej głowie, a moja głowa leżała na jego piersi.
Ten widok go nie ruszał i widziałam to. Wrócił do grania. Za to ruszał kogoś
innego.
-Milagros – stanęła przed nami Sara. –
Rozmawialiśmy o zachowaniu przy piłkarzach.
-Przyjaźnimy się dłużej niż ty pracujesz w
branży – wypalił Pedri. – Będę się więc obściskiwał z przyjaciółką ile chce i
kiedy chce. Jak masz z tym problem, idź do trenera, ale trener o tym wie. Mili
tu jest jako część zespołu, a nie członek ekipy jak ty – warknął. – A teraz
przesuń się, zasłaniasz mi telewizor.
Syknęła coś i odeszła. Ferran, który oczywiście
wszystko słyszał, wyszczerzył zęby i pokazał mu kciuk do góry. Pedri puścił mu
oczko.
-Wiesz, że ona może mnie wyrzucić? – syknęłam.
-Wiesz, że my ją też? – uśmiechnął się wrednie.
Ferran unikał mnie aż do meczu z Republiką
Zielonego Przylądka. Unikał to słowo klucz. Mijał mnie ostentacyjnie. Swój
honor też mam. Nagrywałam go jak każdego innego. Nawet się nie patrzył w moją
stronę.
-Trzymaj kciuki – przytulił mnie Pedri, gdy
mieli wychodzić na murawę.
-Jak zawsze – zarzuciłam mu ręce na szyję i
mocno uściskałam. – Damy czadu, prawda?
-Ten puchar jest nasz, Mili – cmoknął mnie w
policzek i ustawił się na swoim miejscu. Moje spojrzenie skrzyżowało się ze
spojrzeniem Ferrana. Mogłabym i powinnam zachować się jak on. Olewać mnie przez
tyle czasu. Ignorować. Powinnam, ale nie mogłam. Nie umiałam. Nie chciałam.
Kręcił się na końcu, jak zawsze przy Pedrim.
Zdecydowanym krokiem podeszłam do niego, złapałam go za bluzę i chciałam dać
buziaka w policzek, ale obrócił głowę i trafiłam w usta.
Tak szybko jak go złapałam, tak szybko puściłam
i zrobiłam krok do tyłu. Pedri udawał, że nic nie widział.
-Kyliana też tak dopingujesz? – szepnął złośliwie.
-Zobaczysz jutro – spojrzałam mu odważnie w
oczy.
-Myślałem…
-Idź grać, nie myśl za dużo, Fer – zrobiłam
kilka kolejnych kroków do tyłu i sięgnęłam po telefon. Chciałam ich nagrać jak wychodzą.
-Okej – zaśmiał się cicho i wyszli na murawę.
Mecz.
Było kiepsko. Źle. No, masakra.
Nie przegrali, ale w ich przypadku remis był
porażką.
Wracaliśmy do hotelu jakbyśmy ten Mundial
przegrali. Lecieliśmy samolotem do naszej bazy. Następny dzień miał być wolny. Planowałam
pogadać z trenerem rano, bo Kylian wysłał mi wytyczne, gdzie i jak będzie
czekał na nas samochód, a potem odrzutowiec. Tak, odrzutowiec.
Zajęłam miejsce niedaleko trenera, wśród sztabu
szkoleniowego. Zaczęłam przeglądać Instagram i nagle zrozumiałam, że szambo
wybiło. Mieszali ich wszystkich z błotem. A najbardziej Ferrana.
-Trenerze – podeszłam do fotela, gdzie siedział
de la Fuente.
-No co tam? – mruknął odrywając się od tabletu.
-Widział pan? – kucnęłam i szepnęłam pokazując mu telefon.
-Tak – skrzywił się. – Ferran wie? – obejrzał się
do tyłu.
-Nie wiem, ale jak się dowie… - urwałam i
wzięłam oddech. – Mam bilety na mecz Francja-Senegal. Mogłabym się urwać i
wziąć Torresa? – złożyłam ręce jak do modlitwy.
-Wiesz, że to w Nowym Jorku?
-Bilety mam od kumpla, załatwił mi transport.
Będziemy następnego dnia na treningu.
-Myślisz, że to pomoże Ferranowi? – zadumał się.
-Nie wiem – przyznałam. – Jeżeli Francja wygra
to mu raczej nie pomoże, ale trochę mu się zmieni otoczenie.
-Zgoda, ale – uniósł palec. – Nikt ma nie
wiedzieć.
-Pedri wie – wypaliłam. Lekceważąco machnął
dłonią.
-Macie wyjść i wejść osobno. Wytłumaczę, że go
nie ma. A ty… Jesteś tu ze sztabu, więc to inna sprawa.
-Dzięki! –zbiłam z nim żółwika i wróciłam na
swoje miejsce.
Pedri: Zgodził się?
Milagros: TAK!
Pedri: Fer?
Mialgors: To bilety imienne.
Wysłałam mu zdjęcie.
Dostaliśmy też wszelkiej maści przepustki dla
VIPów.
Ferran: Niech to sobie wsadzi.
Pedri: Napisz mu niech to zmienią, jadę z Tobą.
Laska zaprasza Cię na randkę, ogarnia takie bilety, transport, błaga trenera a
Ty masz w dupie? Biorę.
Milagros: Dzięki, Pedrito.
-Czekaj! – obok mnie pojawił się Ferran. Kucnął
przy moim fotelu jak ja wcześniej przy trenerze. – Ty tak serio?
-Serio. Wszystko czeka w hotelu, samochód będzie
rano, tylko nikt się nie może dowiedzieć – szepnęłam.
-Dzięki – wstał i wrócił na swoje miejsce.
Millie: Będziemy.
Kylian: Alleluja!
Millie: Bądź miły.
Kylian: Zawsze jestem.
Millie: Bądź miły, a nie sobą!
Kylian: Mam go poklepać po ramieniu i
powiedzieć, że nic się nie stało, chociaż to zjebali?
Millie: Tak.
Kylian: Laska…
Millie: Proszę.
Kylian: Umiem być uprzejmy.
Millie: Nie umiesz.
Kylian: Nie chcę. Zjebał.
Millie: Proszę Cię!
Kylian: Gdybym wiedział, że będę musiał być miły
dla Torresa to bym Cię nie zapraszał.
Millie: Za późno.
Komentarze
Prześlij komentarz